W moim długim życiu poznałem chyba większość polityków którzy odeszli z PiS do PJN. Z wieloma z nimi zjadłem a raczej wypiłem nie jedną beczkę przysłowiowej "soli", z kilkoma ciężko przepracowałem wiele kampanii wyborczych, wypaliliśmy podczas nocnych polaków rozmów wagony ukraińskich papierosów, spieraliśmy się, kłócili, obrażali, wyzywali wzajemnie od najgorszych . Razem płakaliśmy na pogrzebach przyjaciół ... razem modliliśmy się przy marmurowym sarkofagu na Wawelu. Mogliśmy na siebie liczyć i byliśmy pewni że każdy pójdzie za drugim w ogień. Tak było...
Dwa tygodnie przed ostatnimi wyborami zadzwonił do mnie poseł z którym jeszcze kilkanaście dni wcześniej układaliśmy plany na przyszłość i powiedział że on i jego koledzy odchodzą z PiS. Na moje pytanie dlaczego??? odpowiedział prawie że płacząc że musi wyjść bo jego frakcja wychodzi.
- Jaka do palikota nędzy frakcja - zakląłem jednocześnie zadając pytanie?
- No my, my podpięci pod Bielana i Kamińskiego...
- Słuchaj myślałem że jesteśmy podpięci pod kaczora i że gramy w jednej drużynie?
...
długie milczenie zanim w słuchawce odezwie się łamiącym głosem : - kurwa myślisz że mnie jest łatwo? mam rodzinę na utrzymaniu i muszę ryzykować że znowu spadnę na samo dno.
- To po co chrzanisz o jakimś wychodzeniu z PiSu?
- No bo my wszyscy wychodzimy...
- A co z kaczorem, co z PiSem co kurwa z całym tym syfem z którym razem walczyliśmy???
Odpowiedział mi i to były jego ostatnie słowa zanim rzucił słuchawkę i potem nigdy go już osobiście nie słyszałem...
- Kaczor walczy z całym światem i nie ma szans na wygraną, a życie jest zbyt krótkie by stać na przegranej pozycji. Jeśli zdecydujesz się przejść do naszej nowej organizacji zadzwoń.
No i kurde nie zadzwoniłem, zmieniłem opis w moim telefonie numeru posła na "nie odbierać" , podobnie uczyniłem z sześcioma innymi politykami którzy dzwonili do mnie z propozycją przejścia do PJN i zostania szefem nowych struktur w moim regionie.
Jestem w szoku jak można się zmienić, ludzie z którymi jak myślałem łączyło nas tak wiele, teraz plują na wszystko to co razem robiliśmy przez ostatnie lata. Zaprzeczają wszystkiemu kim byli jeszcze kilka miesięcy temu, wstydzą się tych łez wylanych 10.04 i na pogrzebach naszych przyjaciół. Mało tego! Wykorzystują swoją znajomość z Lechem Kaczyńskim do twierdzeń do jakich świętej pamięci prezydent nigdy by się nie posunął. T
Jest mi naprawdę przykro.
Czuję się zdradzony.
Kończę swoją przygodę z salonem24, nie będę już mógł Was czytać, Pozdrawiam i życzę szczęścia.



pzdr.